Tak przystojny, dobrze usytuowany i wysokiej rangi mężczyzna nie musiał sobie niczego odmawiać. Całonocne imprezy, narkotyki, prostytutki, nielegalne wyścigi. Kevin był żądny wrażeń. Kochał ryzyko. Chciał więcej i więcej, nie znał ograniczeń, dla niego nie istniało słowo "STOP". Każdą kokietkę traktował przedmiotowo. W całym jego życiu miłosnym chodziło tylko o seks. Im brutalniej, tym lepiej. Im więcej kobiet, tym lepsza zabawa.
Kevin był przekonany, że za swoje pieniądze będzie mógł kupić wszystko. Nie interesowali go bliscy, rodzina, biedne ptaszki z Afryki. Pragnął się bawić, szaleć i rozlewać szampana. Nie szukał miłości, pocieszenia, przyjaciół, ani wsparcia. Żył w przeświadczeniu, że za pieniądze kupi każdą przyjemność.
* * *
- Kevin!- jak zwykle w firmie przywitały go okrzyki zadowolenia i aprobaty.
Dumny jak paw kroczył przez środek firmy, prosto do biura prezesa, które zajmował. Zarządzał całą firmą. Odpowiadał za miliardy pieniędzy w obrocie. Większość czasu spędzał na dziobaniu papierów, trzepotaniu na innych oraz paleniu cygar. Nie znał litości, współczucia, ani zrozumienia.
- Proszę pana!- zaświergotała jego sekretarka.- Jakaś kobieta do pana.
- Wpuść ją gołąbeczku- klepnął ją lekko w prawy pośladek.
Minęło zaledwie kilka sekund, kiedy do pomieszczenia weszła przeurocza ptaszyna. Miała na sobie purpurową sukienkę odsłaniającą szczupłe nogi. Wabiła Kevina swoimi wdziękami i na pierwszy rzut oka można było ocenić, że między nimi iskrzy.
- Podejdź tu sikoreczko- cmoknął zachęcająco.- Dawno się nie widzieliśmy.
- Ostatnimi czasu imprezujesz w cudzych lokalach i nie zapraszasz nas- wycedziła przez zęby.
- Och, Samanto. Przecież wiesz, że lubię penetrować tylko Twoje piórka- wstał i objął ją władczym gestem w pasie.
Samanta była wyższej klasy prostytutką, z kręgu tych wynajmowanych na elitarne imprezy. Pokazywała się wyłącznie w towarzystwie koleżanek z branży. Przychodziły grupą, nigdy oddzielnie. Samanta była barwną kobietą, kochała czerwień, złoto i odcienie pomarańczy. Zawsze stawiała na gorące i pobudzające kolory. Uwodziła mężczyzn jednym spojrzeniem, zwykłym uśmiechem. Kevin był dla niej wisienką na torcie. Jedynym klientem, do którego przychodziła osobiście i bez eskorty. Z wielką chęcią oddawała się jego rozkoszom, a prezenty przez niego ofiarowane cieszyły ją najbardziej.
- Za dwa tygodnie szykujemy imprezę firmową. Zagadasz z koleżankami? Chojnie was opłacę- ścisnął jej pośladek. Kevin uwielbiał perwersyjne gesty.
- Dla Ciebie wszystko- szepnęła Samanta, zwinnie uwalniając się z jego uścisku.- Muszę już iść! Klienci czekają.
- Kiedyś wykupię Cię za milion dolarów i będę Twoim jedynym klientem- krzyknął za nią, gdy opuszczała pomieszczenie.
Reszta dnia upłynęła mu zwyczajnie. Dwa biznesowe spotkania, bilard z kolegami z pracy, załatwienie nowego towaru i kolejna całonocna eskapada. Kevin miał niezdrowe zapędy do głośnych zachowań. Wydzierał się na całe miasto, wykrzykując wulgarne komentarze, bądź sprośne propozycje w stronę okolicznych przechodniów.
- Wyruchałbym Cię mała!- krzyknął do kobiety po sześćdziesiątce. Był zalany w trupa.- Sram na was wszystkich!
Pieniądze pozwalały mu szybko uporać się z policją oraz innymi służbami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz